Opinie o Sympozjum

Do dziś myślę o II Sympozjum Polek w Irlandii i chyba do mnie dotarło w końcu, dlaczego tak dobrze się tam czułam. Bo nikt nie próbował mi wmówić, że kobiece szczęście mieści się między torebką a nowym trendem zdobienia paznokci. Przez lata naczytałyśmy się przecież o tym, jak być „idealną kobietą”. Miałyśmy pachnieć co najmniej Chanel nr 5, gotować jak babcia, wyglądać jak filtr z Instagrama i najlepiej jeszcze relaksować się w spa, żeby przypadkiem za dużo nie myśleć o życiu. Na sympozjum kobiety rozmawiały o prawdziwych problemach: o zdrowiu psychicznym, emigracji, samotności, rozwoju, zmęczeniu, pracy zawodowej i żonglowaniu obowiązkami. O sile i o kryzysach. O tym, jak sobie radzić, a nie, który korektor pod oczy najlepiej ukrywa zmęczenie, a fluid siniaki. I wiecie co? To było uwalniające, bo okazuje się, że kobiece spotkania nie muszą kręcić się wokół pięciu sposobów na idealnie dobraną sukienkę do sylwetki i przepisu na sernik bez cukru, jajek i mąki. Że można wyjść poza stereotyp kobiety sprowadzonej do szpilek, szminek i uśmiechu. I może właśnie dlatego to wydarzenie tak bardzo we mnie rezonuje do dziś. Bo zamiast przykrywać rzeczywistość fatałaszkami, my kobiety, potraktowałyśmy się serio. A wygląd i uroda? Były obecne w każdej z nas. Jako tło, a nie sens naszego istnienia.
Róża Wigeland
II Sympozjum Polek w Irlandii pozostanie w mojej pamięci jako spotkanie pełne mądrych rozmów, inspiracji i wyjątkowych ludzi. Dziękuję Kasi Mikołajczyk oraz Mai Izabeli Zahorskiej za zaproszenie i możliwość gościnnego uchwycenia kilku chwil podczas tego niezwykłego wydarzenia. Ogromnym zaszczytem było dla mnie fotografowanie dr Ewy Woydyłło, moich koleżanek podczas panelu Verdic Art oraz uczestników panelu męskiego. To były kadry pełne emocji, autentyczności i pięknej energii kobiet oraz mężczyzn w dialogu. Gratulacje dla organizatorów CKU — za stworzenie tak wartościowej przestrzeni spotkań i rozmów.
Jadwiga Elżbieta
W zeszłym tygodniu na na zaproszenie Kasia Mikolajczyk oraz Maja Izabela Zahorska wziąłem udział w "Męskim Panelu" podczas II Sympozjum Polek w Irlandii na Emigracji w Dublinie w Trinity College Dublin. To był dla mnie naprawdę wyjątkowy czas. Po raz pierwszy poczułem, że mogę tak swobodnie mówić o równowadze między tym, co w nas samych jest męskie i kobiece. Od tego momentu rozmowa popłynęła dalej - o dorastaniu, rodzicach, emigracji i o relacji między kobietami i mężczyznami.
Było też dużo śmiechu i lekkości, bo kiedy ludzie czują się bezpiecznie, zaczynają mówić od serca.
Ten panel poruszył salę! Dziękuję za wspólnie spędzony czas.
Paweł Jasiński
Uczestniczyłam wczoraj w II Sympozjum Polek w Irlandii. To był cudowny dzień pełen wrażeń, inspirujących rozmów i pozytywnej energii. Jestem pod ogromnym wrażeniem i serdecznie gratuluję organizatorkom Basi i Marioli, CKU - Centre for Counselling and Therapy, Kasia Forest, Czasopismo Portrety Emigracji oraz wszystkim zaangażowanym kobietom tak pięknego wydarzenia. Należy Wam się medal za stworzenie tej wyjątkowej, profesjonalnej i pełnej ciepła przestrzeni dla Polek mieszkających na Zielonej Wyspie.
Monika Barry
Te świadome i mądre kobiety, Mariola Mastek i Barbara Ozga, stworzyły przepiękną atmosferę dla ludzi nauki, kultury i sztuki organizując 2 Sympozjum Polek w Irlandii w niezwykłym miejscu - Trinity College Dublin. Pod jednym dachem…różne percepcje i perspektywy, a mimo tego jednoczące nas dziedzictwo kultur: słowiańskiej i celtyckiej…
Dziękujemy za zaproszenie nas w roli prelegentek.
Izabela Savage i Anna Blazejczyk
Przez ostatnie dwa dni miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w II Sympozjum Polek w Irlandii w gościnnych murach Trinity College w Dublinie. To były dni pełne pięknych historii, aksamitnych głosów, odwagi, mądrości i niezwykłej kobiecej solidarności. Po uniwersyteckich korytarzach unosiło się coś więcej niż rozmowy — poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i siły płynącej ze spotkania kobiet, które mimo emigracyjnych dróg potrafiły stworzyć własne przestrzenie działania, rozwoju i wpływu. Słuchając tych historii, myślałam o tym, jak wiele kobiet na emigracji każdego dnia buduje wspólnoty, organizacje, rodziny, inicjatywy społeczne i mosty między kulturami — często po cichu, bez rozgłosu, po godzinach swojej codziennej pracy. Każda osoba, którą spotkałam podczas Sympozjum, zostawiła we mnie coś ważnego, co zabieram ze sobą do Galway — inspirację, refleksję i nową energię do dalszej pracy społecznej. Z całego serca dziękuję Marioli Mastek i Barbarze Ożga za zaproszenie, opiekę, rozmowy, inspiracje i stworzenie tak pięknej przestrzeni dla Polek w Irlandii. Dzisiejsze nagrody były pięknym symbolem, ale dla mnie największą wartością była Wasza pasja, autentyczność i prawda. I chyba właśnie z takim pytaniem wyjeżdżam dziś z Dublina: jak opowiadać Irlandii o sile, mądrości i społecznej pracy polskich kobiet na emigracji? Jeśli ten wpis choć trochę pomoże tę siłę zauważyć — będę szczęśliwa.
Patrycja Lentowszczyk-Cichocka
Z ogromną radością i dumą informujemy, że podczas II Sympozjum Polek w Irlandii, które odbyło się w historycznych murach Trinity College w Dublinie, Patrycja Lentowszczyk-Cichocka, otrzymała Specjalne Wyróżnienie i Wyrazy Uznania za swoją wieloletnią działalność społeczną na rzecz Polaków i Polek mieszkających w Irlandii.
To wyjątkowe wyróżnienie zostało przyznane za: bezinteresowne działanie na rzecz społeczności polskiej na emigracji, dzielenie się wiedzą, doświadczeniem i sercem, budowanie poczucia sprawczości wśród migrantów, tworzenie mostów między Polską i Irlandią poprzez edukację, kulturę i dialog społeczny, działania na rzecz poprawy jakości życia Polaków w wielokulturowym społeczeństwie Irlandii.
Za tym sukcesem stoją lata pracy społecznej, działalności edukacyjnej, wsparcia migrantów, tworzenia inicjatyw kulturalnych oraz budowania przestrzeni, które pomagają Polakom odnaleźć swoje miejsce z dala od ojczyzny. Patrycja jest również jedną z osób, dzięki którym powstał Dom Polski w Galway – miejsce spotkań, kultury, edukacji i wzajemnego wsparcia dla naszej społeczności. To wyróżnienie jest nie tylko osobistym sukcesem, ale także dowodem na to, jak wiele można osiągnąć dzięki pasji, wytrwałości i wierze w ludzi.
Serdecznie gratulujemy i dziękujemy za wszystko, co robisz dla Polonii w Irlandii.
Dom Polski w Galway
„Z całego kobiecego serca dziękujemy!”. Te słowa wyryte na statuetce zostaną ze mną na zawsze.
W miniony weekend, podczas II Sympozjum Polek w Irlandii, które odbyło się w murach historycznego Trinity College Dublin, spotkał mnie ogromny zaszczyt. Miałam zaszczyt wziąć udział w tym wyjątkowym wydarzeniu jako panelistka, dzieląc się swoim wieloletnim doświadczeniem oraz ekspertyzą w zakresie działań artystycznych i kultury.
Jestem absolutnie zachwycona poziomem merytorycznym i organizacyjnym sympozjum. Spotkałam tam niezwykłe kobiety, które działają z ogromną pasją i pełnym profesjonalizmem. To liderki, które budują siebie i swój świat na emigracji, a jednocześnie obficie dzielą się wiedzą i wsparciem z innymi. Podczas tego wydarzenia otrzymałam nagrodę, która poruszyła mnie do głębi. Słowa uzasadnienia Kapituły brzmią: “Za gotowość do bezinteresownego działania na rzecz Polek i Polaków żyjących na emigracji w Irlandii. Za dzielenie się umiejętnościami, sercem i budowanie w innych poczucia sprawczości. Za potencjał w inspirowaniu do działania i budowanie mostów między kulturami poprzez teatr, opowieść i wspólne doświadczanie sztuki. Za poprawę jakości życia Polaków w wielokulturowym społeczeństwie Irlandii.”
Jestem niezwykle wzruszona tym wyróżnieniem i wyrazami uznania za moją wieloletnią pracę na rzecz Polonii. Ta nagroda przyszła do mnie w bardzo szczególnym momencie życia. W czasie, gdy zadaję sobie tak wiele pytań o sens tego, co robiłam do tej pory. Kiedy świadomie wybrałam przerwę na ciszę, by poukładać priorytety. Kiedy życie – z całym swoim dobrodziejstwem, ale i ciężkim bagażem doświadczeń – dotyka tak mocno... I właśnie wtedy, w tej ciszy, otrzymałam taki znak. Tyle lat pracy na rzecz kultury, łączenia ludzi, wzmacniania ich i budowania mostów. To piękne uzasadnienie nagrody będzie mnie niosło bardzo długo. Za każdym razem, gdy znowu zabraknie mi sił, spojrzę na tę statuetkę i przypomnę sobie, że było warto. Że to, co robimy z serca, zawsze wraca. Z całego serca dziękuję Olga Anacka za poprowadzenie panelu, w którym miałam przyjemność zasiadać. Dziękuję za stworzenie przestrzeni, w której ważne głosy nas – osób pracujących w kulturze i sztuce – były naprawdę słyszane. Dziękuję za możliwość podzielenia się moim doświadczeniem i ekspertyzą. Dziękuję wszystkim Organizatorkom, CKU - Centre for Counselling and Therapy, Kapitule II Sympozjum Polek w Irlandii oraz Wam wszystkim za obecność, wsparcie i każde ciepłe słowo. Idę dalej – silniejsza i z pełnym sercem.
Justyna Cwojdzińska
Są chwile, dla których warto przeżyć całe życie… i dziś właśnie przeżyłem jedną z nich. Dziś otrzymałem jedną z najpiękniejszych nagród w moim życiu. A przecież los obdarzał mnie już wieloma wyróżnieniami — za poezję, za działalność na rzecz Polonii, za tytuł Osobowości Polonijnej Roku. Ta nagroda jest jednak szczególna… Bo została mi wręczona przez Młodą Polonię w Irlandii, przez młode pokolenie, które patrzy odważnie w przyszłość, ale nie zapomina o swoich korzeniach. Otrzymałem ją z rąk niezwykłej liderki młodego pokolenia (Pola Zahorska ). I właśnie dlatego ma dla mnie tak ogromną wartość. Na co dzień jestem operatorem filmowym, dziennikarzem oraz nauczycielem filmu w polskiej szkole Polish School Altogether. Od lat staram się nie tylko tworzyć obrazy, ale także przekazywać młodym ludziom wrażliwość, miłość do sztuki i wiarę w siłę opowieści. Dlatego nagroda od młodzieży jest dla mnie czymś więcej niż wyróżnienie. Jest wzruszającym znakiem, że to, co robię, ma sens. Uroczystość odbyła się w przepięknych murach Trinity College w Dublinie — miejscu, gdzie historia spotyka się z marzeniami. To właśnie tam, podczas II Sympozjum Kobiet w Irlandii, przeżyłem chwilę, którą zachowam głęboko w sercu. Jestem ogromnie wzruszony, wdzięczny, szczęśliwy. Bo największą nagrodą dla człowieka nie są statuetki ani tytuł. Lecz pamięć drugiego człowieka, dobre słowo i świadomość, że pozostawia po sobie świat choć odrobinę piękniejszym. Dziękuję z całego serca.
Paweł Bury
Relacja z wydarzenia oraz przemyślenia Róży Wigeland dla serwisu emigraniada.com
II Sympozjum Polek w Irlandii to było dwudniowe wydarzenie edukacyjno-kulturalne poświęcone doświadczeniom kobiet żyjących na emigracji. Odbyło się 22–23 maja 2026 roku w Trinity College Dublin. Organizatorem było CKU - Centre for Counselling and Therapy.
Motyw przewodni sympozjum brzmiał: „W zwierciadle kobiecej emigracji. Widzieć i być widzianą. Polki w Irlandii. Portrety”. Wydarzenie skupiało się na psychologicznych, społecznych, kulturowych i zawodowych aspektach życia Polek na emigracji.
Program był bardzo szeroki i interdyscyplinarny. Obejmował:
-
wykłady naukowe,
-
panele dyskusyjne,
-
warsztaty rozwojowe,
-
prezentacje artystyczne,
-
projekt fotograficzny „Human Portrait”,
-
prezentację raportu badawczego „Femigracja. Przedsiębiorcze Polki w Irlandii”.
Szczególnie mocno wybrzmiewały tematy:
-
tożsamości kulturowej kobiet żyjących między dwoma krajami,
-
dwujęzyczności i jej wpływu na dzieci oraz dorosłych,
-
zdrowia psychicznego emigrantek,
-
integracji społecznej,
-
przedsiębiorczości kobiet,
-
wolontariatu,
-
relacji międzypokoleniowych,
-
sztuki i literatury emigracyjnej.
Sympozjum miało również wyraźny wymiar wspólnotowy. Organizatorki podkreślały, że wydarzenie powstało jako przestrzeń spotkania kobiet o różnych doświadczeniach emigracyjnych: naukowych, zawodowych, społecznych i artystycznych. Chodziło o wymianę wiedzy, budowanie relacji, wsparcia i kobiecej solidarności na emigracji. Istotnym elementem była także promocja kwartalnika „Portrety Emigracji ”, publikującego historie Polek mieszkających poza krajem. To tyle, jeśli chodzi o przedstawienie faktów. Po więcej szczegółów zapraszam na stronę i media społecznościowe głównego organizatora, ponieważ chciałabym skupić się na własnych odczuciach i emocjach towarzyszących mi podczas sympozjum i na tym, co mi dało uczestnictwo w nim i co będę niosła w sobie jeszcze wiele tygodni i miesięcy po nim.
Sympozjum Polek w Irlandii pozostawiło we mnie coś znacznie trwalszego niż tylko wspomnienie świetnie zorganizowanego wydarzenia. Dodam, że było to najlepsza, na najwyższym poziomie merytorycznym, technicznym i z dbałością o dobrostan ludzi impreza polonijna, w jakiej do tej pory uczestniczyłam. Wszystko było bez zarzutu: poziom merytoryczny i przygotowanie osób występujących na scenie, nagłośnienie, oświetlenie, przerwy i zaplecze gastronomiczne. Na szczególne uznanie zasługuje oprawa informacyjna sympozjum, czyli magazyn ze wszystkimi informacjami co, kto, o której i na jaki temat będzie mówił a także wszystkie biogramy osób opisane w taki sposób, by zorientować się, kto sobą co reprezentuje, gdzie i jak działa oraz jakie ma dokonania. I tu moje największy ukłon – na tym sympozjum każdy był KIMŚ. Za każdą osobą stała wieloletnia praca, osiągnięcia i doświadczenie. Tam nie było osób-wydmuszek. Każdy wykład, wystąpienie, panel, wypowiedź i prezentacja niosły w sobie WARTOŚĆ.
Największą wartością sympozjum była dla mnie możliwość słuchania tego, czego nie mam na co dzień – dotknięcia świata wykładów naukowych. Uporządkowały wiele moich intuicyjnych i emocjonalnych doznać, z którymi jako emigrantka borykam się od lat, a których ani nie umiałam nazwać, ani przedyskutować. Kiedy badaczki mówiły o procesach integracji, tożsamości kulturowej, samotności migracyjnej czy psychicznych kosztach życia pomiędzy dwoma krajami, miałam wrażenie, że ktoś wreszcie nadaje nazwę temu, co zarówno ja, jak i zapewne wiele kobiet, nosi w sobie. Nauka nie była tylko suchymi faktami, wykresami i liczbami, ale w słowach płynących ze sceny stawała się lustrem codziennych doświadczeń. Szczególnie cenne było to, że wykłady nie zatrzymywały się wyłącznie na diagnozach problemów, ale pokazywały również rozwiązania, mechanizmy wsparcia i sposoby budowania własnego miejsca w nowej rzeczywistości.
Wracałam z niego z poczuciem, że uczestniczyłam nie tyle w konferencji, ile w spotkaniu doświadczeń, emocji i historii kobiet, które choć pochodzą z różnych miejsc i żyją różnymi życiami, rozumieją się często bez zbędnych wyjaśnień. Łączyła nas bowiem emigracja. A emigracja jest językiem samym w sobie.
Duże znaczenie miały także panele dyskusyjne. Ich siłą była autentyczność. Nie było w nich sztucznego dystansu między ekspertkami a uczestniczkami. Pojawiały się szczere rozmowy o pracy poniżej kwalifikacji, o wychowywaniu dzieci między dwoma kulturami, o poczuciu winy wobec rodziny pozostawionej w Polsce, ale też o sukcesach, odwadze i kobiecej solidarności. To właśnie podczas tych rozmów najbardziej odczuwało się, jak ogromną siłę daje wspólnota doświadczeń. Jedno czy drugie zdanie wypowiedziane przez inną kobietę na scenie przynosiło ulgę i zrozumienie zjawisk, które mnie dotykały i z którymi nie mogłam sobie czasami sama poradzić. Na podkreślenie także zasługuje fakt, że im większa gwiazda występowała na scenie, tym większa cechowała ją skromność, pokora i umiejętność wsłuchiwania się w wypowiedzi towarzyszących jej osób zasiadających do panelu, jak i kobiet, z którymi rozmawiała w kuluarach.
Poruszające okazały się także zwykłe rozmowy poza oficjalnym programem. Te wszystkie krótkie wymiany zdań przy kawie, na lunchu i spontaniczne historie opowiadane przed aulą wykładową ze śmiechem, a nierzadko i wzruszeniem były kropką na i. Każda z tych rozmów była świadectwem, że emigracja rzadko, a właściwie nigdy nie jest prostą historią tylko o sukcesie lub tylko o porażce. To raczej nieustanne balansowanie między ciężką pracą a wyszarpywaniem chwil na odpoczynek i kontakt z bliskimi oraz między budowaniem nowego życia a ochroną własnych korzeni. Spotkanie z Polkami, które przeżywają podobne dylematy dały mi poczucie bezpieczeństwa, że nie jestem w tym sama i nie muszę sama ze wszystkim się borykać. Poznałam tyle kobiet, że właściwie w każdym swoim obszarze działania mam się do kogo zwrócić o radę.
Wyjechałam z sympozjum bogatsza nie tylko o wiedzę, ale przede wszystkim o poczucie wspólnoty. W Irlandii ta wspólnota wybrzmiewała na każdym kroku. Dochodziła z wieloletnich realizacji projektów przez te same osoby, z badań naukowych pokazujących, że to właśnie w Irlandii kobiety potrafiły zbudować podwaliny do dalszego rozwoju i budowania instytucji służącym nie tylko polskiej społeczności. Wyjechałam z Dublina z poczuciem, że za wszystkim stoi praca, determinacja i wsłuchiwanie się w potrzeby ludzi tam mieszkających.
To wydarzenie pokazało, że emigracja nie musi oznaczać samotności. Że może stać się przestrzenią budowania nowych więzi, kobiecej solidarności i wzajemnego wzmacniania się. W świecie, który często wymaga od emigrantów, a zwłaszcza od kobiet-emigrantek ciągłego udowadniania swojej wartości, możliwość spotkania kobiet mówiących: „rozumiem cię, mam podobnie” daje siłę do nie poddawania się i dalszego działania.
Sympozjum i wypowiedzi kobiet pozostawiły we mnie kilka zdań:
„Nie dam się!”
„Zwracaj uwagę, kim się otaczasz przy realizacji projektu, bo to gwarantuje jego pomyślne ukończenie”
„Za wszystkim co dobrze wychodzi, musi stać przede wszystkim praca”.
Niby to wszystko wiedziałam, ale… nie ugruntowało by się to, nie zapadło szczególnie w pamięć, gdybym pomimo początkowej niechęci nie zdobyła się na podróż do Dublina. Na emigracji szczególnie dojmującym uczuciem jest poczucie osamotnienia. Nie, ona nie wygląda dramatycznie. Nie ma w niej filmowych scen ani wielkich słów. Ona przychodzi razem ze zmęczeniem, przebodźcowaniem i codziennym odkładaniem ludzi „na później”. Wracam z pracy i nie mam już siły na kolejną rozmowę, spotkanie, telefon. Oddaję się pracy twórczej, którą też wykonuję w samotności, bo wręcz wymaga ona odseparowania się od świata i pogrążenia we własnych myślach. I tak oddalam się od ludzi i tak powstaje błędne koło samotności, które z zewnątrz często wygląda po prostu jak zwyczajne, dorosłe życie. Na emigracji tracimy coś, czego wcześniej nawet nie zauważaliśmy. Są to drobne, codzienne mikrorelacje: krótka rozmowa z sąsiadką, spontaniczna kawa z koleżanką czy zwyczajne spotkanie znajomej na ulicy. To właśnie te małe momenty budowały w nas w ojczyźnie poczucie zakorzenienia i bezpieczeństwa. Dziś kontakt niby istnieje: wiadomości, komunikatory, rolki, głosówki. Ale ciało wie, że to nie to samo. Bo człowiek nie potrzebuje wyłącznie komunikacji. Potrzebuje obecności, wspólnego śmiechu, milczenia, siedzenia obok siebie przy stole. Potrzebuje drugiego człowieka, przy którym nie musi wszystkiego tłumaczyć od początku. Współczesny świat bardzo skutecznie sprzedał nam komfort jako lekarstwo na wszystko. Tymczasem człowiek często dobrze się czuje nie w wygodzie, ale właśnie w relacji. W obecności, która nie jest ani szybka, ani idealna, ale prawdziwa. I to jest to, co poczułam tam, w murach Trinity College w Dublinie – drugiego człowieka nie da się niczym zastąpić: ani aplikacją, ani ekranem, ani nawet największą samowystarczalnością.
I może właśnie dlatego takie miejsca jak Sympozjum Polek w Irlandii okazało się dla mnie tak ważne. Nie tylko dlatego, że dały wiedzę czy inspirację. Poczułam tam, że to moment, by skupić się na czymś prostym, ale niezwykle ważnym, że my kobiety, nadal potrzebujemy siebie nawzajem. Że więzi nie budują się same. Powstają z małych, czasem niewygodnych decyzji: wyjścia z domu, pojechania na spotkanie, zainwestowania trochę czasu i finansów, odezwania się pierwszej, znalezienia czasu mimo zmęczenia.
I dlatego pomimo wszystko będę chciała być tam za rok. I Was do tego serdecznie zachęcam.
emigraniada.com



















